Doświadczeni tragicznymi wydarzeniami minionego lata, związanymi z licznymi wypadkami polskich autokarów na zagranicznych drogach,
Doświadczeni tragicznymi wydarzeniami minionego lata, związanymi z licznymi wypadkami polskich autokarów na zagranicznych drogach, zaczęliśmy dbać o bezpieczeństwo. Jednym słowem, znów sprawdziło się stare powiedzenie ˝mądry Polak po szkodzie˝. Niestety dokładne kontrole i apele o zachowanie bezpieczeństwa nadeszły zbyt późno. Wiemy bowiem wszyscy czego dopuszczali się krajowi przewoźnicy, aby tylko zarobić jak najwięcej pieniędzy. Zły stan techniczny autokarów, brak odpowiednich środków bezpieczeństwa, kierowcy tygodniami podróżujący po Europie bez większych przerw itp. To tylko niektóre z ich praktyk. Ale należy przyznać, iż dotyczy to także linii krajowych. W trakcie jednego ze spotkań zwrócili mi na to uwagę moi wyborcy. Dogłębnie opisali sytuację panującą w PKS w Mińsku Mazowieckim, w wyniku czego postanowiłem zająć się powyższą kwestią.
Interweniowałem już w wielu ministerstwach, prokuraturze, Najwyższej Izbie Kontroli oraz Państwowej Inspekcji Pracy. I właśnie m.in. inspektorzy tej ostatniej potwierdzili informacje moich rozmówców o nie zawsze dozwolonych postępkach Zarządu Spółki Akcyjnej PKS w Mińsku Mazowieckim.
Nie będę wspominał tu o sprawach natury typowo finansowej. Ograniczę się do kwestii związanych z faktami mającymi wpływ na bezpieczeństwo. Pan Krzysztof Dutkiewicz, okręgowy inspektor pracy w Warszawie, w piśmie z dnia 16 lipca 2002 r., skierowanym do mnie, napisał: ˝Kontrola wykazała rażące naruszanie przez zarząd spółki obowiązujących przepisów o czasie pracy poprzez zatrudnianie w roku 2002 - 51 kierowców w godzinach nadliczbowych, znacznie przekraczających dopuszczalny limit godzin nadliczbowych w roku kalendarzowym, określony w art. 133 § 2 Kodeksu pracy (150 godzin w roku kalendarzowym dla poszczególnego pracownika). Na uwagę zasługuje przy tym fakt, że najwięcej godzin nadliczbowych w pierwszym półroczu 2002 r. przepracowali członkowie zarządu dwu pozostałych zakładowych organizacji związkowych (liczba godzin w ich przypadku wynosi od 260 godzin do 375 godzin), podczas gdy znaczna grupa kierowców - od 13 do 23, w poszczególnych miesiącach kalendarzowych pierwszego półrocza br. nie wypracowała nominalnego czasu, obowiązującego w danym miesiącu˝.
Pytam więc pana ministra: czy tego rodzaju postępowanie przyczynia się do polepszania bezpieczeństwa podróżujących osób? Czy możemy zezwalać na tego rodzaju sytuację, kiedy to kierowcy w ciągu jednego półrocza przepracowują dwukrotnie większą liczbę godzin nadliczbowych przypadających na cały rok kalendarzowy?
Pozwolę sobie wspomnieć jeszcze tylko o jednej z tras, na których kursują mińskie autokary. Jest to trasa Warszawa (godz. 8.10) - Kałuż na Ukrainie. Z linii tej podobno korzystają dwie, trzy osoby w trakcie kursu, co powoduje miesięczne straty w przedsiębiorstwie rzędu 50 tys. zł. Panie ministrze, za wszelką cenę poszukujemy pieniędzy na ˝załatanie˝ dziury budżetowej, staramy się wygospodarować chociażby odrobinę dodatkowych pieniędzy na szkolnictwo, służbę zdrowia, samorządy - a tu taka rozrzutność. Czy utrzymywanie takich tras jest rentowne?
To tylko niektóre z zarzutów wysuniętych przez moich rozmówców i udowodnionych przez liczne kontrole. Oprócz nich padały jeszcze oskarżenia o zakup drogich, niesprawnych autokarów z Zachodu, używanie paliwa niewiadomego pochodzenia, w wyniku czego zniszczono silniki w autobusach itp.
Zwracam się więc do pana ministra o bliższe skontrolowanie sytuacji panującej w Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej SA w Mińsku Mazowieckim.
Z poważaniem
Poseł Zbigniew Dziewulski
Warszawa, dnia 9 października 2002 r.